Czy są takie rany, których miłość nie zdoła uleczyć?
Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.
Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic. Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?
Znacie osobę z którą rozumiesz się bez słów? Czy wystarczy jedno spojrzenia i wiesz o co chodzi drugiej osobie? Stop. Zacznijmy od początku. Poznajcie Archera- odludka, samotnika i pustelnika, który unika ludzi, a oni jego. Miejscowi są do tego przyzwyczajeni, a każdy kto o niego zapyta wywołuje falę szeptów. Gdy do miasteczka sprowadza się Bree, wszystko może się zmienić. Kim jest dziewczyna? Wybrała to miasteczko, aby zaznać spokoju, by zapomnieć o duchach przeszłości. A konkretnie tragedii, która rozegrała się na jej oczach. Gdy spotyka pierwszy raz Archera, chłopak ją przeraża, lecz przechodzi to w zafascynowanie. Co połączy dwie zupełnie obce sobie osoby? Czy ból i smutne zdarzenia z przeszłości opuszczą Bree i Archera? Czy potrafią porozumiewać się bez słów?
Cytat z książki:
"Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne."
Moja ocena: 10/10
To moja pierwsza przeczytana książka autorki Mii Sheridan. I już wiem, że chętnie sięgnę po kolejną jej książkę. Zdobyła moją sympatię. To nie jest zwykły romans według znanego nam schematu. Tutaj można utonąć w morzu emocji. Czytelnik przeżywa tę książkę. Raz śmiejąc się, raz płacząc jak bóbr. Nie żartuję. Sama myślałam, że to kolejny romans według znanego nam schematu. Dodatkowo ta okładka? "Kaloryfer" mężczyzny i las?! Lecz treść szybko reflektuje nam tą nie do końca trafioną okładkę.
Co tam się dzieje, aż trudno opisać. Niepozorny mężczyzna, samotnik skrywający w sobie tyle pokładów uczucia. Zraniony w dzieciństwie, zamknął się w sobie i dopiero Bree, która sama szuka spokoju, by odpędzić się od demonów z przeszłości, sprawia, że Archer się otwiera, rozmawia z Bree, a w końcu zakochuje się w niej. Tak naprawdę nie wiedząc z czym to się tak naprawdę je i czym jest miłość, bo nie było mu dane jej zaznać. Bree dzięki Archerowi zapomina o tragedii, która spotkała ją w przeszłości. Oboje odkrywają się kawałek po kawałku,
To opowieść o zaufaniu, o zrozumieniu i rozmowie, która na pierwszy rzut oka nie jest prosta. Opowieść o odkrywaniu siebie i drugiego człowieka. Historia, która opowiada o tym, że istnieją na świecie ludzie, którzy nie potępiają osób niepełnosprawnych oraz że tacy ludzie również zasługują na szczęście, czasami bardziej niż pełnosprawni.
Autorka pięknie zobrazowała człowieka, który nie jest obojętny na krzywdę innych. Stworzyła historię, która porusza trudny temat, który wiele osób woli unikać.
Jestem bardzo wrażliwą osobą i książka wręcz mnie złamała. Ryczałam jak bóbr, cała byłam pełna współczucia dla Archera, który został tak skrzywdzony przez niefortunny wypadek i przez otaczających go ludzi.
Książka zachwyca i nawet przerywniki w postaci wątków erotycznych mnie nie odstraszyła. Książka, która niesie w sobie przesłanie, ale każdy z osobna wyniesie co innego z tej książki.
Polecam każdemu kto lubi New Adult i romanse, które odbiegają od znanego schematu. Polecam osobom, które są wrażliwe na ludzką krzywdę. Polecam WSZYSTKIM!
Jednym słowem:
Zrozumienie
Dźwięki z okładki:
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam, dzięki Book Tourowi zorganizowanego przez Emilię z bloga: Książkowa czarno_biała em. Zasady EM TOUR dostępne tutaj.
A wy mieliście okazje przeczytać tę książkę? Jakie są Wasze wrażenia?
PS. Obrona za 4 dni, a recenzji kilka już czeka na rozpoczęcie lipca. Szykujcie się na wielki powrót! :)
